3 morały z historii o ks. Stryczku

Na portalu Onet.pl ukazał się artykuł Janusza Schwertnera (do poczytania tutaj), będący mocnym opisem patologicznych, pełnych przemocy relacji w Stowarzyszeniu Wiosna, którym kieruje ks. Jacek Stryczek, a które między innymi słynie od lat z organizacji bardzo chwalebnej akcji charytatywnej jaką jest Szlachetna Paczka. Oto 3 najważniejsze morały, które płyną z tej bulwersującej historii.

morał pierwszy: złe organizacje istnieją i potrafią zrujnować zdrowie

Mobbing, przemoc psychiczna i fizyczna w pracy, nadużywanie pozycji władzy, psychopatyczni szefowie, okropne relacje i permanentny stres zawodowy – to nie są historie, które zaczynają się od „za siedmioma górami, za siedmioma lasami…”. To się dzieje realnie w świecie obok nas, a wielu doświadcza tego osobiście. Więc też ty lub bliska ci osoba, możesz się znaleźć w takiej firmie i w takich relacjach, a takie relacje realnie potrafią być rujnujące i wiodą do poważnych i wieloletnich komplikacji w życiu. Historie bohaterów artykułu pokazują, że na początku wcale nie jest to takie oczywiste… Co prowadzi nas do drugiego morału.

morał drugi: nie każde złoto co się święci

Bywa, że drogi, które prowadzą do najbardziej mrocznych doświadczeń z początku wyglądają jak wielopasmowe autostrady. Jeśli firma cieszy się niezwykłym prestiżem, oferuje wspaniałą karierę, stwarza ogromne możliwości, a pracuje w niej lider o wielkiej charyzmie, sławie i doświadczeniu, a to wszystko jeszcze otoczone jest aureolą wyjątkowości, ba, mowa wręcz o czynieniu świata lepszym – to wówczas łatwo wyłączyć  w sobie zwykłą analizę faktów, przestać zwracać uwagę na coraz częstsze nieścisłości między wizerunkiem firmy a jej wewnętrzną praktyką, przesuwać swoje osobiste granice szacunku i poczucia bezpieczeństwa, a do tego uruchomić liczne racjonalizacje, które pozwalają wytłumaczyć coraz większe oddanie się pracy, spełnianie coraz dziwniejszych próśb i znoszenie coraz bardziej niestandardowych wypowiedzi przełożonych. Uleganie mobbingowi jest procesem, który szczególnie łatwo toruje sobie drogę, gdy w grę wchodzą wyjątkowe szanse i możliwości, jakie daje praca, szczególny autorytet szefa i prestiż firmy lub nadzwyczajna sytuacja osób mobbingowanych, związana na przykład z ich wiekiem, doświadczeniem czy trudną sytuacją życiową. Łatwiej wówczas ignorować pierwsze symptomy, nie reagować jako świadek niewłaściwych zachowań, zgadzać się na coraz większe ustępstwa. Do czasu? I tu mamy trzeci morał tej opowieści.

morał trzeci: nie czekaj, bo nie ma na co…

Bohaterowie artykułu korzystają z pomocy psychologicznej, a czasami również ze wsparcia farmakologicznego, aby uporać się z doświadczeniami, przez które przeszli. Jeden z nich swoją drogę dzieli na etapy, z których pierwszy polegał w ogóle na urealnieniu swojego postrzegania pracy i wyrwaniu się z instytucji, w której doświadczał przemocy. Ucieczka z roli ofiary nie jest prostą sprawą, a dobre rady w stylu „przecież wystarczyło po prostu zmienić pracę” pokazują, jak mała jest wiedza o zdradliwości psychologicznych mechanizmów wejścia i utkwienia w sytuacji przemocowej. Im dłużej ta ka relacja trwa, im mocniej się w nią zapadamy, tym trudniej się z niej wydobyć. Dlatego tak ważna jest czujność na pierwsze sygnały, czasami pojawiające się już w trakcie rozmowy rekrutacyjnej oraz świadomość własnych granic i własnej wartości. Odejście z relacji przemocowej jest przeważnie stosunkowo najłatwiejsze na samym początku. Potem warto sięgnąć po profesjonalną pomoc psychologiczną, tak jak bohaterowie artykułu, w czasie której praca nierzadko polega nie tylko na opuszczeniu toksycznego środowiska pracy, ale również na powrocie do normalnego funkcjonowania.