czas czekania, czas działania

Z cyklu: obrazki psychologiczne. Grupa ludzi podczas treningu interpersonalnego. Część siedzi, niektórzy leżą, kilka osób patrzy w jakiś punkt na podłodze, dwie mają przymknięte oczy, jedna z ciekawością rozgląda się po twarzach pozostałych. Jest cicho, sennie i na swój, treningowy sposób – spokojnie. To jest ten moment, kiedy można coś zrobić dla siebie, wykonać krok ku zmianie w tej otwartej, bezpiecznej przestrzeni. Więc pojawiają się rozmaite impulsy, myśli, dotyczące realizacji osobistego treningowego celu, tego po co każdy tu jest i co mógłby zrobić dla siebie. Można zamienić impuls w działanie. Ale można też poczekać…

Czekanie to jeden największych hamulców zmiany i zazwyczaj pojawia się w krytycznym momencie, gdy wystarczyłoby wykonać jeden krok by uruchomić ważną część procesu. Jest jak wielka góra, na którą się z wysiłkiem wdrapujemy i spoglądając w dół, w kierunku upragnionej doliny mówimy: może i piękna ta dolina, może i tu jest zimno i wieje, ale tak sobie jednak tu trochę posiedzę i poczekam. Zmiana często potrzebuje dojrzeć, ale jeśli dojrzewa zbyt długo, to jest jak w „Piratach z Karaibów”, gdy kapitan Jack Sparrow mówi do zakochanego Willa: jeśli czekałeś na odpowiedni moment to… to był właśnie ten. Doskonale widać to na przykładzie właśnie treningu interpersonalnego, szczególnego czasu, który może być okazją do zmiany, ale który też ma swoje rygorystyczne granice wyznaczone przez pierwszy i piąty dzień trwania.

Można więc poczekać… aż ktoś inny się zdecyduje pierwszy, aż do następnego razu, gdy poczuję się lepiej, gdy już naprawdę będzie źle, gdy ktoś mnie spyta czy chcę albo poprosi o zrobienie czegoś ze sobą, aż pojawi się właściwa, idealna osoba, która mi pomoże, aż wszyscy inni już zrobią swoje i na pewno nikomu nie będę przeszkadzać albo… i tu wstaw cel swojego czekania. Czekanie to świetny sposób, żeby nie podjąć decyzji, nie wziąć odpowiedzialności, a tym samym uczynić cała sytuację niejasną, rozmytą, pozbawioną energii, w której działanie jest zastępowane fantazją lub analizą. Znacznie lepsza jest już decyzja „nie, nie decyduje się, teraz niczego nie zmienię”. Daje jasność, otwiera drogę naprzód, nawet jeśli to stara i nienajlepsza droga. A często również daje okazję do konfrontacji z przekonaniami innych i tym samym jednak, paradoksalnie, może być początkiem zmiany. Jak na treningu, gdy jasno zakomunikowana decyzja o niechęci do pracy osobistej nierzadko otwiera temat bezpieczeństwa i relacji między uczestnikami a tym samym uwalnia dużo świeżej energii i prowadzi grupę w nowe obszary.

„Czekając na Godota” kończy się, gdy Vladimir pyta „to co, idziemy?”, Estragon odpowiada „chodźmy” i obaj nie ruszają się.