czy wypalenie zawodowe istnieje?

Jacek Santorski stwierdził w wywiadzie, który skądinąd polecam do przeczytania (można go znaleźć tutaj), że wypalenie zawodowe i pracoholizm nie istnieją. Stwierdzenie wzbudziło żywe dyskusje, choćby w serwisie Linkedin. Warto więc podkreślić, co ważnego znany psycholog powiedział.

Santorski, mówiąc, że wypalenie zawodowe i pracoholizm nie istnieją, ma oczywiście na myśli kryteria diagnostyczne, przyjęte międzynarodowo, na podstawie których dokonują diagnozy choćby psychologowie czy psychiatrzy. I tutaj już można mieć wątpliwości, bowiem pracoholizm należałby do uzależnień czynnościowych, a te z kolei przewijają się w klasyfikacjach zaburzeń DSM i ICD, szczególnie w kontekście uzależnienia od hazardu. Tocząca się – zawsze burzliwie – dyskusja wokół kolejnych odsłoń międzynarodowych klasyfikacji zaburzeń i chorób, zapewne doprowadzi do rozszerzenia listy uzależnień, wystarczy bowiem popatrzeć na najmłodsze pokolenie nastolatków, żeby stwierdzić, jaką siłę ma przywiązanie do nowych technologii, a szczególnie gier komputerowych. Zresztą samo pojęcie pracoholizmu łączy się w skrajnej formie z krytycznymi konsekwencjami w postaci śmierci z przepracowania czyli Karoshi, zaobserwowanej w Japonii w drugiej połowie lat sześćdziesiątych XX wieku. Wygląda więc na to, że w pojęciu pracoholizmu  jako uzależnienia coś jest na rzeczy.

Czym innym jednak jest potoczna nazwa, a czym innym rzetelna i profesjonalna diagnoza, z której wynika strategia leczenia. I o tym również, a może przede wszystkim, mówi Santorski. Wszak wielotygodniowy obniżony nastrój, permanentne kłopoty ze snem, długotrwałe pozostawanie w napięciu, czy częste przeżywanie trudnych emocji mogą mieć rozmaite podłoże. A tymczasem w świecie dr Googla – z którego diagnozami muszą walczyć lekarze, przyjmując pacjentów przychodzących z własnym pomysłem na leczenie – i pop-psychologii niezwykle łatwo dokonuje się autodiagnoz, tudzież udziela przyjacielskich rad w rodzaju „wyśpij się przez weekend i będzie dobrze”. Pojęcia, ważne dotąd i zastrzeżone dla psychologii i psychiatrii, przesiąkły do codzienności, wypaczyły się i są powszechnie używane w kontekstach bynajmniej nie klinicznych. A na to trzeba jeszcze nałożyć erupcję zawodów, które choć w nazwie psychologii nie mają, to w istocie zajmują się pomocą psychologiczną.

I dlatego, co wydaje mi się najważniejsze w wywiadzie z Jackiem Santorskim – kiedy źle śpisz, często jesteś przemęczony i napięty, masz problemy z koncentracją, często przeżywasz trudne emocje, twoje zachowanie niepokoi bliskich, spada twoja motywacja a twój nastrój jest stale obniżony, to poszukaj pomocy u profesjonalisty. I za to stwierdzenie Santorskiego nie sposób krytykować.