deus irae czyli zemsta czarnego łabędzia

Nasze mózgi bardzo źle znoszą sytuacje, kiedy czegoś nie rozumieją. Zamiast pozostać w stanie „nie wiem, nie rozumiem, nie znam się”, przystępują energicznie do wypełnienia takiej poznawczej luki, do nadawania znaczenia, odkrycia sensu, skonstruowania jakiejś celowości. Nawet jeśli sensu i celu w tym obiektywnie nie ma. Dokładnie jak w przypadku epidemii Covid-19.

Teraźniejszość stała się właśnie, w bardzo krótkim czasie, trudna do zniesienia. Dla wielu przepełniona nudą, samotnością lub napięciem izolacji, lękiem o zdrowie, niepokojem o przyszłość (czytaj również: 9 rad na czas kwarantanny” oraz co zrobić z lękiem przed koronawirusem?). I to tylko dlatego, że… pojawił się czarny łabędź.

Idea czarnego łabędzia pochodzi z książki Nassima Nicholasa Taleba „Czarny łabędź. O skutkach nieprzewidywalnych zdarzeń” i dotyczy wydarzeń niezwykle rzadkich i mało prawdopodobnych, a równocześnie mających ogromny wpływ i poważne konsekwencje. Taleb udowadnia, że pojawienia się czarnych łabędzi nie da się przewidzieć. Istnieje pewien publicystyczny spór, czy epidemia Covid-19 jest takim właśnie czarnym łabędziem, czy raczej szarym nosorożcem, czyli wydarzeniem niezwykle groźnym i obecnym od dawna na horyzoncie, ale zignorowanym – niemniej jednak kwitnące bujnie teorie o przyczynach epidemii, rozciągające się od boskiej interwencji, będącej karą za grzechy po odreagowanie umęczonej zaborczością człowieka matki ziemi, są takim właśnie intelektualnym zabiegiem, który ma wypełnić poznawczą pustkę i nadać jakiś głębszy sens, temu globalnemu doświadczeniu. A przecież już Margaret Thatcher mawiała, że w polityce zawsze dzieją się rzeczy zupełnie nieoczekiwane.

Druga narracja, która nam obecnie towarzyszy, dotyczy przyszłości. Zgodnie z nią na naszych oczach dokonuje się właśnie ogromna i trwała zmiana, która przemieni niemal wszystkie obszary funkcjonowania człowieka na planecie – od zarządzania organizacjami, przez zdrowie, po relacje międzyludzkie i globalne finanse. Znawcy profetyzmu głoszą, że dobre czasy już były, a teraz to ciemność spowije dalszą część ludzkiej historii.

Uczestniczyłem kiedyś w warsztacie, prowadzonym przez wiekowego niemieckiego psychoterapeutę, który to spotkanie rozpoczął w taki sposób: pracuję jako terapeuta już ponad 40 lat i całe to moje doświadczenie wskazuje mi, że rzadko, niezwykle rzadko, ale jednak, w pewnych warunkach… ludzie się zmieniają. Więc chociaż Nassim Nicholas Taleb pokazuje, jak kompletnie bezwartościowe są próby prognozowania przyszłości, to jednak pokuszę się o kontrprzepowiednię do czarnego wieszczenia o świecie po Covid-19. Przejdziemy przez epidemię, bo choćby po rozwoju wydarzeń w Chinach, ale również w Hiszpanii i we Włoszech widać jak rysuje się cykl wpływu wirusa na funkcjonowanie państw, a doniesienia z laboratoriów medycznych są optymistyczne, co do odkrycia leku i szczepionki na zarazę. Uporamy się z kryzysem ekonomicznym, tak jak uporaliśmy się z poprzednimi kryzysami ekonomicznymi. Być może przez pewien czas będziemy myć częściej ręce. Ale wkrótce, zaryzykuję, że szybciej niż wolniej – wrócimy do świata sprzed Covid-19, wspominając czas wirusa jak koszmar nocny. Ba, źródła historyczne pokazują, że gdy opadała groza wielkich epidemii, ludzie odreagowywali na potęgę, stęsknieni zabawy i kontaktu ze sobą.

Najtrudniejsze psychologiczne wyzwanie, przed którym stoimy dzisiaj, to zgodzić się na to, że nie wiemy jak będzie wyglądać najbliższy czas, ile to potrwa i co będzie potem. Nie wiemy tego zupełnie i naprawdę nie wie tego nikt. I wytrzymać ten stan niewiedzy, bez zastępowania go domysłami, fantazjami i wymyślnymi teoriami – jest trudno. Tak jak trudno jest wytrzymać nudę, samotność, niepewność. Nauczyć się być w takich stanach – oto najciekawsza lekcja, jaką przynosi nam ten czarny łabędź.