jak to jest z kontrolą rzeczywistości

Zamknięty w więzieniu Nelson Mandela, aby nie utonąć w poczuciu bezradność, wymyślił sposób na odzyskanie kawałka wpływu na swoją rzeczywistością. W czasie spacerów naprzemiennie zwalniał lub przyspieszał kroku i w ten sposób przymuszał do tego samego towarzyszących mu strażników. Ta z pozoru nieistotna gra pozwalała mu zachować poczucie, że wciąż są rzeczy w jego życiu, które może kontrolować. Zabawna rzecz z tą kontrolą.

Jeśli za mało poświęcamy jej uwagi, rzeczy wymykają się nam, życie przecieka między palcami a ludzie traktują nas jak niezorganizowanych, roztrzepanych lub odjechanych od rzeczywistości i nieobliczalnych. Jeśli jednak przesadnie przywiązujemy wagę do kontrolowania – spalamy się, wydatkując ogromne ilości energii, popadamy w perfekcjonizm, a wręcz możemy stać się osobami stosującymi przemoc i przekraczającymi granice innych ludzi. Jest to więc kontinuum rozbite pomiędzy skrajnym nie-kontrolowaniem, jak w przypadku mózgu zdekompensowanego w chorobie psychicznej, ogarniętego omamami i przywidzeniami, poprzez stan stuporu, odłączenia się, wyuczonej bezradności aż po kontrolą obsesyjną, przypisującą sobie zdolność wpływania na każdy fragment rzeczywistości, co nierzadko jest wynikiem głębokich, trudnych i pierwotnych doświadczeń, związanych z utratą kontroli, które stanowiły wręcz zagrożenie dla życia. Cała sztuczka polega na ustawieniu w swoim życiu tego suwaka kontroli we właściwym miejscu, aby służyła ona temu, do czego wręcz biologicznie jest nam dana – kierowanie sobą daje nam możliwość realizowania swoich potrzeb. Tak, tak, kontrolę dostajemy na wyposażeniu i już w pierwszym okresie życia uczymy się kontrolować siebie i swoją rzeczywistość, od rzeczy pozornie prostych jak bycie nakarmionym, po nieco bardziej skomplikowane, jak obracanie w rękach zabawek.

I tak z biegiem lat uzyskujemy mniejszą lub większą biegłość w kontrolowaniu siebie – ciała, emocji, myśli, zachowań – i swojego otoczenia. Nierzadko kontrolowanie staje się substytutem poczucia bezpieczeństwa, funkcjonowania w ramach, w znanym sobie programie. To pragnienie znanej struktury szczególnie staje się widoczne w tych sytuacjach, gdy zaczyna jej brakować, gdy sytuacja staje się nowa, nieznana i niepewna (o tym, że nasz mózg nie lubi niewiedzieć pisałem w tekście deus irae albo zemsta czarnego łabędzia w kontekście epidemii Covid-19). Uczenie się i adaptacja są racjonalnymi strategiami na radzenie sobie z brakiem struktury, niepewnością – zrozumienie pozwala odzyskać poczucie wpływu.

W ten sposób dochodzimy do kluczowej kwestii, która daje nam odpowiedź na pytanie: w jaki sposób najlepiej ustawić suwak na kontinuum kontroli. A rozwiązanie najlepiej oddaje modlitwa o pogodę ducha:

Boże, użycz mi pogody ducha,

abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,

odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić,

i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

Jedną z kluczowych umiejętności służących zdrowemu życiu jest odpuszczanie czyli 1) zdolność do oceny na co mam wpływ a na co nie mam i 2) podjęcie decyzji o niekontrolowaniu i niewpływaniu na to, na co wpłynąć nie mogę lub też nie chcę. Jest to też zaakceptowanie niepewności jako elementu naszego życia. Na który to element… wpływu nie mamy oczywiście.

Umiejętności związane z kontrolowaniem bywają niezwykle cenne i przynoszą pieniądze, prestiż, wyższą jakość życia, jak to jest w przypadku ludzi, którzy zarządzają i biorą większą odpowiedzialność za innych ludzi i za procesy organizacyjne, terapeutyczne czy technologiczne. Ale medal ten ma oczywiście swoją ciemną stronę, gdy przestajemy stawiać granice swojej potrzebie wpływania i rządzenia. Dla managerów jest więc niezwykle ważne, aby nauczyć się odróżniać sytuacje, w których kontrolowanie jest wymogiem zawodowym od tych, w których oczekiwania, choćby rodziny i przyjaciół, są zupełnie inne – i zdobyć kompetencje przełączania się między kontrolowaniem a nie-kontrolowanem.