jest taki gniew

Zabawna rzecz z tą złością. Niedobrze kiedy człowieka zalewa i porywa. Ale też niedobrze, kiedy człowiek ją tłamsi i upycha w sobie. Jeszcze gorzej, gdy z kolei inny człowiek jej w ogóle nie dopuszcza do siebie. A czasami taki człowiek potrafi ją przeżywać, żeby nie odczuwać innych emocji, których nie lubi. Ale jest też w końcu jeszcze jedna złość. Taka w sam raz, adekwatna, której nie warto hamować, z której trzeba skorzystać. Gniew, który jest słuszny i potrzebny.

Z jednej strony społecznie hamowana tekstami mamusi i tatusia: nie złość się, bo to nieładnie, grzeczne dzieci się nie złoszczą (w wersji ludowej: złość piękności szkodzi). I ten nakaz niezłoszczenia się dotyczy zarówno chłopców, jak i dziewczynek. Uwierzcie, sporo w swoim gabinecie spotykam tych dorosłych chłopców, których przekonano, żeby się nie złościli. I często bardzo dzielnie się starają, chowając tę złość po kątach swojego ciała, zajadając ją, usypiając alkoholem, aż do chwil, kiedy się przelewa, wymyka spod tej pozornej kontroli i powoduje dużo zniszczeń dookoła.

Z drugiej strony fizjologicznie łatwo dostępna, prosta w rozpoznaniu i nazwaniu, całkiem przyjemna w przeżywaniu, szczególnie, gdy inne rzeczy są mniej komfortowe w doświadczaniu, jak wstyd, smutek, tęsknota, napięcie seksualne. Więc w ich miejsce prościej jest się złościć. Aż czasami złość jest jedyną emocją, którą się przeżywa. I też jest  to często temat w terapii.

A tak po środku, między tłumieniem a nadmiarem, to złość jest bardzo potrzebna. Pozwala wyznaczyć granicę i zawalczyć o swoje, gdy ktoś te granice narusza. Daje do tego siłę, uruchamia energetycznie całe ciało. Jest niezbędna, żeby nie rezygnować ze swoich potrzeb i nie stać się ofiarą. I budzenie tego aspektu zimnej suki czy upartego sukinsyna jest często ważnym elementem procesu terapeutycznego.

Więc jest też i taka złość, której nie warto poddawać analizie, rozładowywać w sporcie czy uspokajać ćwiczeniami oddechowymi lub podmianą niekonstruktywnych przekonań. Bo to jest słuszna i potrzebna złość. Żeby obronić swoje prawa, żeby zawalczyć o wolność dla siebie i dla bliskich sobie ludzi, żeby nie pozwolić wepchnąć się w rolę prześladowanych i upokorzonych. To jest taki gniew, za którym warto pójść i który słusznie każe krzyczeć „wypierdalać!”.