kryzys wieku średniego i inne kryzysy

Alonę Iwanownę opisał Dostojewski jako wysuszoną sześćdziesięcioletnią starowinkę. Ileż sześćdziesięciolatek, które dzisiaj dopiero moszczą się na szczytach swoich karier, parsknęłoby na taki tekst pogardliwie. Przecież dzisiaj czterdziestka to nowa dwudziestka. Więc czy mamy jeszcze do czynienia z kryzysem wieku średniego? A czy w ogóle kiedykolwiek mieliśmy?

W zasadzie kryzys wieku średniego wyznaczał osiągnięcie połowy życia. Tak więc dawniej definiowano tę granicę jako pięćdziesiąt lat, później czterdzieści (tak, tak, z tym kryzysem to zawsze było trochę bez sensu), a ostatnio spora grupa psychologów zgłasza, że coraz więcej pacjentów z objawami kryzysu wieku średniego pojawia się w gabinetach w wieku lat trzydziestu. Czyli może nie o wiek tu chodzi…?

Bo wiek można mieć różny. Metrykalny, to po pierwsze – czyli liczony od dnia urodzenia. I z nim łączą się różne przekonania świata i przekonania własne, czyli nasz wiek społeczny, co wypada w wieku lat trzydziestu dwóch już mieć a czego w wieku lat siedemdziesięciu robić się już nie powinno. Ale mamy też wiek biologiczny naszego organizmu, który pokazuje tempo, w jakim go zużywamy, sposób w jaki o niego dbamy i jakie, w związku z tym jeszcze osiągi są dla niego dostępne. Mamy też w końcu sentencję, że lat ma się tyle, na ile się człowiek czuje. I psychologia potwierdza tę prawidłowość, jak choćby w eksperymencie, gdzie młodzi ludzie poruszali się starczym, wolnym krokiem po tym, jak w w trakcie badania wzbudzono w nich schematy starości. Wygląda więc na to, że nie istnieje żadna konkretna granica dla kryzysu wieku średniego. Więc może nie o kryzys tu chodzi…?

Bo tych punktów zapalnych dla kryzysu jest całkiem sporo: opuszczenie dzieciństwa,  dorastanie, wejście we wczesną dorosłość, wejście w wiek średni, wygaszanie aktywności zawodowej, jesień życia. Tyle tylko, że obecnie granice rozmaitych etapów życiowych są nieostre: młodzi późno opuszczają domy rodziców, kobiety nie spieszą się z macierzyństwem, aktywność zawodowa w przypadku prac nie-fizycznych trwać może póki umysł jest sprawny. I może właśnie o tę sprawność tu chodzi…?

Tak, chodzi o sprawność fizyczną, czyli o zachowania ciała zdolnego jak najdłużej do samodzielnego dbania o potrzeby właściciela i przeżywania nowych doświadczeń. Ale ponad to chodzi o sprawność umysłową. Starość zaczyna się w głowie również w tym znaczeniu, że sprawnie działający mózg bardzo zwiększa nam szanse na życie w dobrym samopoczuciu. Dbajmy więc o ciało i o mózg, aby żyć długo i szczęśliwie i aby kryzysy były nam obce.