między wiecem wyborczym a gabinetem psychologicznym

Jak po uderzeniu kamieniem w tafle wody rozeszły się w ostatnich tygodniach od Minneapolis przez cały świat protesty przeciwko tępej przemocy, dyskryminacji mniejszości i łamaniu praw człowieka po śmierci George’a Floyda. Tymczasem w Polsce mamy własną wersję tej historii, z tą różnicą, że agresja wobec osób LGBT jest częścią cynicznej gry grupy polityków, którzy nie wahają się używać dla realizacji politycznego celu sformułowań z najbardziej ciemnych kart historii. Tyle, że konsekwencje tych słów wykraczają daleko poza politykę i dotyczą bardzo wielu ludzi, a widać je doskonale w gabinecie psychologicznym.

Wyjątkową perfidię w przypadkach obu rodzajów przemocy stanowi fakt, że nikt nie wybiera sobie koloru skóry ani orientacji seksualnej, lecz otrzymujemy je na wyposażeniu przy urodzinach, razem z szeregiem innych cech. Nikt więc nie jest winny, ani nikt nie jest zasłużony z powodu tej czy innej orientacji. To po prostu orientacja czyli ukierunkowanie fizjologiczne i emocjonalne ku osobom odmiennej lub tej samej płci. Albo też to aż orientacja, bo dotyka najważniejszych sfer człowieka: fizyczności, emocjonalności, budowania relacji i bliskości. Inne niż heteroseksualne orientacje w przyrodzie występowały i występują, ale tylko w przypadku człowieka miejsce urodzenia decyduje dzisiaj, czy orientacja seksualna jest kwestią obojętną, czy też wpływa na jakość życia.

A wpływ ten widzę często w gabinecie, gdy niechęć do uznania własnej orientacji tworzy w ludziach niejasność, co do samych siebie, niepewność tego, kim się jest, zagubienie; gdy staje się przyczyną niewłaściwych decyzji, trudnych relacji lub tęsknoty za relacją; gdy powoduje zamieszanie, wywołuje strach, oddziela ludzi od siebie; gdy jest życiowym ograniczeniem, barierą, utrudnieniem; gdy staje się wielką nieświadomą czarną dziurą, w którą wpadają kolejne ważne aspekty i doświadczenia życiowe i gdy wywołuje potrzebę nadmiernej kontroli rozmaitych obszarów swojego życia lub przynosi utratę kontroli nad swoimi zachowaniami; gdy rodzi frustrację, lęk, rozczarowanie i wstyd; wstyd często tak duży, że nawet w życzliwej atmosferze gabinetu psychologicznego i w obecności akceptującego i wspierającego psychoterapeuty z trudem przychodzi o tym mówić. A przecież cała rzecz idzie o coś wrodzonego, istniejącego normalnie w przyrodzie i będącego pozornie obojętną orientacją. Ale opór ten – przed uznaniem, nazwaniem, wypowiedzeniem i życiem w zgodzie ze swoją orientacją – ma swoją przyczynę wyłącznie w społecznym traktowaniu osób nie-heteroseksualnych.

Ataki ważnych polityków w tym nie pomagają. Niechęć wobec osób LGBT i tak istnieje i ma swoje rozmaite przyczyny, ale rolą liderów wspólnoty w żaden sposób nie jest wzmacnianie i podsycanie jej. W USA permanentna agresja na tle rasistowskim spotkała się z wielka falą protestów. A jaki będzie finał naszej wersji historii o brutalnym dyskryminowaniu za orientację seksualną?