nic nie boli jak myślenie

Nie tylko już wiemy, że zdanie „myślę więc jestem” stanowi nieprawdę, a wręcz owo „bycie” potrafi znacząco uprzykrzyć – to właśnie nauczyliśmy się widzieć myśli na tyle dokładnie, że możemy je już policzyć. I wychodzi na to, że mamy ich średnio 160 milionów w ciągu całego życia. A zdecydowana ich większość jest nam zupełnie do niczego nie potrzebna…

Wyliczenia tego dokonał dr Jordan Poppenk, psycholog z kanadyjskiego Queens University wraz ze swoją magistrantką Julie Tseng. A konkretnie to dr Poppenk ustalił granice między myślami w procesach neuronalnych, które obserwował dzięki funkcjonalnemu rezonansowi magnetycznemu. I w ten sposób policzył, że średnio każdy z nas ma 6,5 myśli na minutę, 6,2 tysiąca myśli dziennie a finalnie 160 mln myśli w ciągu życia. Oczywiście wciąż nie jesteśmy w stanie badając mózg określić jakie są to myśli, jaka jest ich treść. Ba, w dalszym ciągu w gruncie rzeczy nie wiemy dokładnie jak myśli powstają, poza tym, że dzieje się to w sieci neuronalnej i że jest zarówno efektem impulsów, które do nas docierają z otoczenia lub pochodzą z wewnętrznej samoobserwacji, ale również, i to bardzo znaczące, myśli wywołują kolejne myśli. Ten proces toczy się niemal bez przerwy, przeważnie na granicy naszej świadomości, chyba że akurat przekierujemy na niego naszą uwagę. I dlatego większość tych myśli jest nam do niczego nie potrzebna. To bardziej myślactwo niż myślenie. Śmieciowy proces ciągłej analizy naszego mózgu, który w znaczącej mierze, w około 80%, dotyczy spraw nieistotnych lub nawet takich, które nigdy się nie wydarzyły i nie wydarzą, a są jedynie spekulatywnymi scenariuszami rzeczywistości.

Nie pozostaje to jednak bez konsekwencji. Owo myślactwo potrafi nas skutecznie odciągać od rzeczywistości dostępnej w doświadczeniu tu i teraz. Czyli znacznie trudniej dzięki niemu jest nam po prostu być. Do tego myśli wywołują emocje, wpływają na reakcje ciała i potrafią tym samym przenosić nas do światów, które tworzymy w swoich głowach, często światów niezdrowych, napakowanych lękowymi obrazami, bo w procesie ewolucji nasz mózg nauczył się szczególnie intensywnie pracować nad scenariuszami, związanymi z zagrożeniami, co zapewne pozwoliło nam tysiące lat temu przetrwać, ale obecnie jest głównie przyczyną konstruowania matrixów, w których żyją nasze głowy i ciała.

Na całe szczęście mamy wpływ na to co myślimy i czy w ogóle myślimy. Nie jest to łatwe, ale neuroplastyczność jest cechą, którą można trenować. Na przykład, w zdobywającym ogromną popularność procesie ćwiczenia uważności poprzez medytację, o czym pisałem tutaj. Medytacja to uczenie się, że nie jesteśmy swoimi myślami, że chociaż nasz mózg bardzo lubi nas zawłaszczać słowem „ja”, to jednak myśli są czymś odrębnym, co możemy wyłączyć, z czym możemy się nie zgodzić, zanegować, odrzucić, a co warto robić w przypadku myśli na przykład agresywnych, krytycznych, straszących nas. Żyć świadomie to przede wszystkim myśleć świadomie, czyli trenować kontrolowanie strumienia myśli.

Ostatecznie zawsze można jak ta kobieta z anegdotki Magdy Umer, która w tramwaju podsłuchała rozmowę dwóch koleżanek:

„– Wiesz kochana, dla mnie najgorsze jest to codzienne myślenie. Tak myślę, myślę, głowa mi po prostu pęka od tego myślenia.

Na to druga kobieta ze zrozumieniem kiwa głową i mówi:

– Bo ty naprawdę niepotrzebnie sobie to życie komplikujesz. Ja to robię mielone na trzy dni, a potem niech sami sobie odgrzewają.”