sięganie po pomoc jest oznaką…

Istnieje taki amerykański mit o Self-Made-Manach, ludziach, którzy wielki sukces zawdzięczają wyłącznie sobie, swojej pracy, swoim talentom, swojemu szczęściu. W Polsce ich odpowiednikami są Siłaczki i Wielcy Przywódcy, którzy wspominając najlepsze historyczne momenty mawiają: „byłem sam z moją Danutą”. Ale na szczęście mamy też Zosię-Samosię, czyli satyrę na tych, którzy wierzą, że bez sięgania po wsparcie można daleko zajść. Bo cała tajemnica chodzenia daleko polega na czymś wprost odwrotnym.

Zawsze czuję szacunek na starcie dla osób, które decydują się ze mną pracować nad zmianą w swoim życiu już za sam fakt, że taką decyzję podjęli. Bo w momencie nawiązania ze mną kontaktu de facto zrobili już dla siebie dwie ważne rzeczy. Zdecydowali, że chcą coś zmienić, żeby poprawić jakość swojego życia i zdecydowali, że skorzystają przy tym z pomocy. Obie te decyzje nierzadko nie przychodzą łatwo, ale dopiero wdrożone łącznie mają szansę dać trwały efekt.

Sięgnięcie po pomoc w trudnym dla siebie momencie wymaga odwagi, bo łączy się zawsze z jakimś ryzykiem, wyobrażonym lub realnym, związanym z możliwością odrzucenia, usłyszenia trudnych dla siebie rzeczy, zapukania pod niewłaściwy adres. Wymaga pokory, czyli uznania, że problem nas przerasta i jesteśmy zbyt mali aby tak całkiem samemu sobie z nim poradzić. Wymaga również umiejętności dojrzałego przewidzenia, co wydarzy się w przyszłości, w której po pomoc nie sięgamy.

Tym samym sięganie po pomoc, wbrew częstemu przekonaniu, nie jest oznaką słabości. Sięganie po pomoc jest oznaką siły, odwagi, pokory i dojrzałości. I dokładnie z tym powinniśmy ją kojarzyć.

A jednocześnie zwracanie się o pomoc to podstawowy warunek rozwoju. Kryzysy są nieodłączną częścią naszego życia, ograniczenia i bariery są elementem każdej drogi, którą pokonujemy, nasze zasoby, zdolności, wiedza – mają swoje granice. I aby je przekroczyć, trzeba uznać, że jesteśmy częścią większej całości i że znalezienie dobrego rozwiązania oznacza otwarcie się na tę większą całość.

I jeśli naprawdę popatrzymy na tych, którzy w życiu odnieśli długotrwały sukces, to widać, że obok umiejętności efektywnego wykorzystywania swoich zasobów, ich ważnym atutem była zdolność sięgania po wsparcie w krytycznych dla siebie momentach. I robili to, nawet jeśli potem z lubością kolorowali swoją legendę self-made-manów. 

Do tych, którzy tego nie rozumieją, niech przemówi Tuwim:

Kto by się tam uczył, pytał,

Dowiadywał się i czytał,

Kto by sobie głowę łamał,

Kiedy mogę sama, sama

– Toś ty taka mądra dama?

A kto głupi jest?

– Ja sama!