statuetka za rolę mechanizmu obronnego roku 2020 wędruje do…

Jeśli przyznawano by nagrody za najbardziej popularny mechanizm obronny, to w roku 2020 bezapelacyjnie statuetkę odebrałoby zaprzeczenie. Zapewne w uzasadnieniu podkreślono by szczególne zasługi tego mechanizmu obronnego dla egalitarnego działania ponad podziałami – połączył w końcu prezydenta najpotężniejszego kraju na świecie z paranoją tłumu jego wyznawców oraz setkami tysięcy ludzi na świecie, wciąż nie mogących przyjąć do wiadomości, że tak, mamy właśnie globalną pandemię i musimy się z nią ogarnąć.

To bardzo proste: jeśli coś jest za trudne, po prostu to wyrzuć. Jak mawiał (i stosował w praktyce) Kapitan Jack Sparrow z Karaibów: jeśli nie zgadzasz się z faktami, zmień fakty. Tak mniej więcej działa mechanizm zaprzeczenia. Solidny, dający sporą gwarancję powodzenia, bardzo stary (nie żeby zaraz prymitywny i niedojrzały) mechanizm obronny. 

A tak na serio to jednak skomplikowany (i rzeczywiście dość prymitywny i niedojrzały, to znaczy związany z wczesnymi etapami rozwoju) mechanizm radzenia sobie z rzeczywistością, a szczególnie wtedy, kiedy ta rzeczywistość staje w konflikcie z jakimś fundamentem naszego życia. Skomplikowany ponieważ polega na usuwaniu ze świadomości niewygodnego fragmentu rzeczywistości. I oczywiście niebezpieczny, ponieważ na zdrowy rozum (sic!) jest oczywistością, że niezauważanie stojącej przed nami ściany grozi nabiciem sobie guza w zderzeniu z nią. 

Niemniej jednak okazuje się, że to dość popularny ostatnio mechanizm. Dotyczy prezydenta wielkiego kraju, który całe życie twierdzi, że tylko wygrywa, więc gdy zdarzyło mu się przegrać wybory, to odmawia przyjęcia tego do wiadomości. Co więcej możemy zdaje się w tym przypadku mówić o zaprzeczeniu rozszerzonym lub masowym, ponieważ udzieliło się ono jego wyznawcom, którzy być może podryfowaliby na nim w kierunku stania się sektą, gdyby nie utrudniało im tego permanentne gubienie się w zastawionych przez siebie samych pułapkach własnej paranoi (polecam historię człowieka – bizona z zamieszek na Kapitolu, który przez własnych braci z alt-prawicy został uznany za lewicowego prowokatora przez jedno zdjęcie – kto spiskami wojuje…).

Zaprzeczenie stało się jednak w 2020 roku zjawiskiem światowym, dotykając tych wszystkich, którym w głowie się nie zmieściło, że cały świat może zatrzymać się na wiele miesięcy, że w miarę przewidywalne życia mogą z dnia na dzień wywrócić się do góry nogami, a oswojona rzeczywistość ukazać niespodziewanie globalne oblicze chaosu z piętnem śmierci. I to wszystko na skutek jakiegoś maleństwa, które jest niewidzialne, pojawiło się znikąd i na dodatek nikomu nie można za to wszystko przypisać wyraźnej winy. To zaskoczenie, skutkujące poważnym lękiem i połączone z niezdolnością pomieszczenia poznawczo całego zjawiska, przejawia się w powtarzanych jak zaklęcia zdaniach w rodzaju: „żadnego wirusa nie ma”, „mnie na pewno nic się nie stanie”, „noszenie maseczek to bzdura”, „nie ma opcji, że się zarażę”. Przy okazji zasiliło to rozmaite grupy, karmiące się teoriami spiskowymi i dało im okazję do niemal wiosennego rozkwitu. A przecież i bez tego w kraju nad Wisłą mieliśmy już pokaźny wkład w historię ruchów spiskowych. 

Cały kłopot z mechanizmem zaprzeczania polega na tym, że rzeczywistość wcześniej czy później dogania każdego, kto się z nią kłóci. I im bardziej w zaprzeczaniu się odrealnialiśmy, tym boleśniejsze jest zderzenie ze ścianą po urealnieniu. Niemniej jednak niewielu z nas będzie miało okazję przekonać się pewnego poranka, jak to jest jednak nie być już dłużej prezydentem USA.