straty nasze powszednie czyli dlaczego warto się smucić

Zdrowie psychiczne nie polega na tym, żeby cały czas mieć wyłącznie dobry humor i doświadczać przyjemne emocje. Być zdrowym to znajdować również miejsce na smutek, nostalgię, gorycz. Bo te emocje są emanacją ważnej części życia – straty. Żyć w pełni to również zaakceptować fakt, że strata jest nieodłącznym elementem życia. A smutek to wyraz uważności na zmianę.

Nie da się przejść przez życie nie doświadczając straty. Tracimy w życiu rozmaite rzeczy: ludzi, marzenia, wyobrażenia o sobie i o świecie, majątek, zdrowie, możliwości, nadzieję… Czasami to drobne, mało istotne rzeczy, a czasami rozległe i głębokie doświadczenia, które potrafią przeorać całe życie. Po prostu nie zawsze, a może nawet przeważnie, rzeczywistość nie jest tożsama z naszymi wyobrażeniami, chęciami, potrzebami. I strata jest właśnie momentem kolizji tych chęci, wyobrażeń i potrzeb z rzeczywistością.

Być zdrowym to umieć po takiej kolizji się urealnić, to znaczy zobaczyć i zaakceptować fakt straty i zrewidować swoje chęci, wyobrażenia i potrzeby. Tej akceptacji i rewizji służy właśnie smutek.

Smutek to czas na dokonanie zmiany, na pożegnanie się z tym co było, choćby tylko w naszych głowach i wyobrażeniach, i zwrócenie się ku nowemu. Bez tego czasu potrzebnego na zamykanie starej wersji rzeczywistości, niemożliwe jest stworzenie jej nowej wersji. Ten czas nazywamy żałobą.

Żyć bez przeżywania smutku i straty to żyć w świecie alternatywnym, w wymyślonej rzeczywistości, wbrew faktom. Tak żyje żona alkoholika, kiedy powtarza „to na pewno ostatni raz, więcej się przecież nie upije, obiecał mi…”. Tak żyje mężczyzna, który po śmierci żony wciąż wyobraża sobie, co by dzisiaj razem robili. Tak żyje zwolniony z pracy dyrektor, bez końca rozpamiętując, jak niesprawiedliwie został potraktowany. Przykładów bez liku.

Zajęcie się swoją stratą, poświęcenie jej uwagi, a więc przeżycie jej, w smutku, czasami w złości – służy temu, aby na zakończenie zwrócić się ku tej nowej, aktualnej rzeczywistości. W ten sposób każda strata, chociaż odbiera nam złudzenia, zderza z granicami możliwego i nierzadko wystawia na ból i poważną próbę mentalnej odporności – w jakiś sposób nas również urealnia, a to znaczy  – w sposób bardziej trwały łączy z rzeczywistością i pozwala  w tej codzienności odnaleźć sens. Jak w mickiewiczowskim obrzędzie Guślarza, gdy Józio i Rózia mówią „kto nie doznał goryczy ni razu…”.