szczęście po duńsku

Dla mnie, fana europejskiego południa, nieodgadnioną zagadką pozostaje ranking krajów szczęśliwych, gdzie słoneczne włoskie dolce vita zajmuje 48. pozycję, a czołówkę okupują zimne kraje północy o nadstatystycznym wskaźniku samobójstw. Rąbek tajemnicy odsłania brytyjska dziennikarka, Helen Russel w książce „Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie”.

Helen podążyła do krainy szczęśliwej za mężem, który otrzymał tam kontrakt inżynierski w fabryce Lego (już samo to wydaje się wystarczającym powodem do szczęścia…). Zamieniła więc londyńskie puby i gorączkę świata mediów na jutlandzkie pejzaże i okazję do zbadania, czym w istocie jest duńskie hygge. I okazało się, że owszem, w zimie jest zimno i to nawet bardzo. Słońce to zjawisko deficytowe. A Duńczycy sporo piją, czasami dają sobie po mordzie, zaś przemoc wobec kobiet nie jest zjawiskiem tak znowuż marginalnym. Ale poza tym…

Duńczycy lubią swoją pracę. Pracują średnio 34 godziny tygodniowo, mają 5 tygodni urlopu i 13 dni wolnych ustawowo rocznie. Więc nic dziwnego, że zajmują również pierwsze miejsce w rankingu OECD, dotyczącym równoważenia pracy i życia osobistego. A równocześnie są bardzo innowacyjni, efektywni i zmotywowani. Często zmieniają pracę i jest to czynność, jak najbardziej wspierana przez państwo, choćby w postaci możliwości bezpłatnego zdobycia nowych kwalifikacji. Z pewnością pomocny w tym jest też fakt, że wszystkie zawody cieszą się szacunkiem, a zarobki nie są bardzo zróżnicowane, więc standard życia jest wyrównany bez względu na profesję i miejsce w zawodowej strukturze. Radosny obraz znowu zakłócają nieco statystyki, w których rośnie w ostatnich latach poziom duńskiego stresu w pracy. Może zresztą dlatego w 2017 roku Dania utraciła palmę pierwszeństwa w rankingu krajów szczęśliwych.

To zresztą prowadzi nas do drugiej ważnej przestrzeni, gdzie lokują się przyczyny duńskiego szczęścia: wspólnoty. W duńskiej kulturze ważne jest Prawo Jante: nikt nie jest kimś specjalnym, nie próbuj wyróżniać się ani udawać, że jesteś pod jakimkolwiek względem lepszy od innych.  Duńczycy sobie ufają i chętnie spędzają ze sobą czas wolny. Zwyczajem jest codzienne uczestnictwo w rozmaitych klubach, kołach i zajęciach edukacji pozaformalnej. Dania, podobnie jak inne kraje północy, może poszczycić się niezwykle bogatą strukturą organizacji pozarządowych. Celebrowanie wspólnoty odbywa się zresztą na różnych poziomach: od tradycji narodowych przez lokalne społeczności po cotygodniowe rytuały w firmowych zespołach. A jedna z duńskich rad na bycie szczęśliwym, którymi Helen kończy książkę brzmi: dziel się!

No i jest jeszcze hygge, czyli szczęście w wymiarze bardzo indywidualnym, które z grubsza polega na siedzeniu w ciemne zimowe wieczory w domu, w którym jest przytulnie, ciepło i miło.

Jeśli pokusić się o zamknięcie w paru hasłach tajemnicy duńskiego szczęścia to będzie to balans pracy z życiem poza pracą, które to życie również oznacza możliwość rozwoju, mocna orientacja na wspólnotę, a więc czas spędzany razem, zaufanie i otwartość oraz niewalczenie z tym, z czym walczyć sensu nie ma – duńską zimą!

Aha i jeszcze na koniec: Polska w rankingu krajów szczęśliwych 2017 zajęła 46. miejsce na 53 państwa. No więc jest na co ponarzekać…