tylko ja zrobię to najlepiej

Sam zrobię to najlepiej – to jest najbardziej zabójcze przekonanie dla każdego, kto kieruje zespołem. Nawet jeśli to prawda, nawet jeśli „najlepiej” jest naprawdę potrzebne – działanie w myśl temu założeniu jest prostą i szeroką drogą do managerskiego piekła. Poznajcie Asię…

Asię uratowało to, że miała mądrą i doświadczoną prezes. Pani prezes szybko dostrzegła w swojej ambitnej manager poważne i zaawansowane syndromy przeciążenia. Podkrążone oczy szły w parze z opóźnieniami, którym towarzyszyło rozdrażnienie i coraz bardziej spadająca aktywność na spotkaniach. Zastanawiające było to, że im bardziej Asia upodabniała się do swojego własnego cienia, tym bardziej jej zespół tryskał energią i dobrym humorem. W tym stanie Asia trafiła na coaching.

Najtrudniejsze było na początku: ustalić cel spotkań coachingowych. Ten etap odbywał się przy udziale całej trójki: Asi, pani prezes i coacha. Asia dla swojego permanentnego przemęczenia znajdywała wytłumaczenia o tyle proste, co przenoszące przyczyny poza sferę pracy: kłopoty ze snem, trudny okres w relacji z mężem, jesienna aura. Zupełnie inaczej widziała to pani prezes. Zwróciła uwagę, że przeciążenie pojawiło się przy okazji wyjątkowo ambitnego i niełatwego projektu, którym pokierowania podjęła się Asia. W pierwszym etapie zostawała w pracy długo po godzinach, aby skrupulatnie kontrolować pracowników swojego zespołu i poprawiać te zadania, które uznawała za nie do końca dobrze wykonane – a to znaczyło większość zadań w ocenie Asi. Po miesiącu przestała delegować kluczowe zadania i wykonywała je sama. Po dwóch miesiącach liczba tych „kluczowych” to już była pokaźna część całego projektu. Szefowa pracowała za pół zespołu.

Wtedy właśnie pojawiło się to zdanie: przecież sama zrobię to najlepiej. I choć Asia, wykształcona i inteligenta dziewczyna, wyraźnie usłyszała jak sama je głośno mówi w obecności pani prezes i coacha, to dalej nie do końca była w stanie zobaczyć w jakiej pułapce tkwi. Zgodziła się, że praca z tym przekonaniem będzie tematem jej spotkań z coachem.

Sesji coachingowych było pięć. W ich trakcie Asia zobaczyła precyzyjnie cały swój mechanizm „sama zrobię to najlepiej” i mnóstwo ukrytych korzyści, które on jej dawał: poczucie kontroli, wrażenie wyjątkowości, wielkie pragnienie, żeby tylko nie zawieść innych. Zobaczyła też koszty, jakie przez niego ponosi: przemęczenie, pogarszający się stan zdrowia, radykalne obniżenie efektywności w pracy, popełnianie coraz większej ilości błędów, utratę autorytetu w zespole, zaburzenie balansu między praca a nie-pracą, rozregulowanie relacji dookoła siebie.

Paradoks „sama zrobię to najlepiej” polegał na tym, że biorąc nieswoje zadania, aby uniknąć porażki, Asia doprowadziła do sytuacji, gdy spadała jej wydajność, rosła liczba błędów i chaos w kierowanym przez nią zespole. Efekt był dokładnie odwrotny do zamierzonego. I nawet jeśli na początku jej potrzeba perfekcji była dzięki temu zaspokojona, a kluczowe zadania wykonane doskonale, to bilans końcowy był całkiem ujemny i to nie tylko w osobistej perspektywie Asi, ale w skali całej firmy.

Nie muszę dodawać, że w trakcie pracy z coachem Asia zdołała zamienić przekonanie „sama zrobię to najlepiej” na inne, zdecydowanie efektywniejsze dla siebie i nauczyła się sprawnie delegować zadania w swoim zespole. Efekty pani prezes widziała już w trakcie podsumowującego sesje coachingowe spotkania i ze spokojem myślała o dalszych losach projektu, który oddała Asi.

A Ty, w jakich sytuacjach i wobec jakich zadań jesteś przekonany / przekonana, że nikt nie zrobi ich lepiej? Co zyskujesz dzięki takiemu myśleniu? Co się dzieje, kiedy podążasz za tym przekonaniem? Jak to działa na Ciebie, na ludzi dookoła, na Twoją pracę i życie poza pracą?

Co by się stało gdybyś zrezygnowała / zrezygnował z tego przekonania?